MAŁO PATRIOTYCZNA DZIAŁALNOŚĆ

Tą mało patriotyczną działalność prof. Tokarz nazywa jedną z najciemniejszych kart w dzie­jach Księstwa Warszawskiego. Tymczasem jednak, gdy ta inicjatywa została odrzucona przez Napoleona, pol­ski obóz radykalny zaczął sobie zdawać sprawę, że sto­jąc na gruncie przymierza z Francją nie będzie mógł uzyskać upragnionych wpływów i wysokich urzędów.Tak bowiem Napoleon, jak i król Fryderyk August okazywali się opornymi na wszystkie memoriały i do­nosy. To poczucie wytworzyło bardzo podatny grunt dla radykalnej zmiany frontu politycznego.Zmiany przekonań politycznych nie mają same przez się żadnego charakteru niemoralnego. Wręcz odwrot­nie, kto mimo radykalnych zmian sytuacji międzyna­rodowej zawsze widział szczęście Polski w przymierzu z Francją lub zawsze w współdziałaniu z Niemcami — tego obiektywizm musi się wydać dość podejrzany. Smutne jest jednak, gdy zmiany poglądów następują wskutek zyskania posady, utracenia posady lub utra­cenia nadziei na zdobycie posady.

SPOSÓB MYŚLENIA

„Z chęci utrafienia w sposób myślenia Napoleona, towarzyszącej stale autorom memoriału, wynikało oskarżenie ks. Józefa, że nie objął Galicji w imieniu cesarza. Jeżeli się zważy, że cesarz parokrotnie robił z tego zarzut ks. Józefowi, że o tym wiedziano po­wszechnie, to zdamy sobie sprawę z tendencji memo­riału.” Ten ustęp również nasuwa pewne niedawne re­miniscencje. Mamy na myśli żądanie wysuwane przez niektóre czynniki francuskie, aby kresy wschodnie wojska polskie obejmowały w imieniu… białej Rosji. Nawet w działalności Komitetu Narodowego w Pa­ryżu takich memoriałów chyba jednak nie było. Gorszy jest jednak ciąg dalszy. Ostatnim czynem jakobinów polskich w czasie ich przebywania w obozie napoleoń­skim były wysiłki celem niedopuszczenia do ścisłego złączenia Galicji z Księstwem Warszawskim i wyzyska­nia sympatii, którą ich darzył prezes rządu galicyjskie­go St. Zamoyski.

DZISIEJSZA OCENA OSKARŻEŃ

„Dziś pisze dalej znakomity historyk — znamy dokładnie szczegóły wszystkich spraw poruszonych przez autorów i możemy ocenić, czym były oskarżenia Kołłątaja i Zajączka, możemy poznać, czym jest ta mozaika szczegółów na pozór prawdziwych, a jednak tak dalekich od prawdy.”„Entin l’ordre qu’a recu le Prince Poniatowski d’entrer en Galicie a sauv le duche de Varsovie.” To zdanie charakteryzuje w zupełności autorów memoria­łu, jeżeli się zważy, że mówią oni do cesarza, że for­malnie mają słuszność, gdyż o wkroczeniu do Galicji była mowa w tych ogólnikowych dawnych instrukcjach francuskich, w których nie brano pod uwagę najazdu na Księstwo, a rozkaz pozytywny przyszedł wtedy, kie­dy wojsko zajęło już cyrkuły bielski i siedlecki. Ta chęć imputowania Napoleonowi zasługi za zwycięską kam­panię wywołuje u nas jakieś dziwne a bliskie remi­niscencje. Warcholski duch Kołłątajów i Zajączków wcielił się przecież w naszych narodowych demokra­tów i we Front Morges, który do dziś dnia usiłuje wy­tłumaczyć generałowi Weygand, że to on właściwie zwyciężył pod Warszawą. Dalszy passus memoriału wy­wołuje również pewne echa aktualne.

Z WINY MINISTRA

Stąd zrodził się memoriał autorstwa Kołłątaja i Zajączka przeznaczony dla Napoleona, a na­zwany Notice sur l’£tat actuel de la Galicie. Jest on tak charakterystyczny dla donosie niskiej mentalności ówczesnych naszych jakobinów, że nie mogę oprzeć się chęci zacytowania jego charakterystyki przez profeso­ra Tokarza, uczonego, który według p. W. Rzymow­skiego wybielił Kołłątaja od ciążących na nim zarzu­tów. „Autorowie pisze prof. Tokarz — stawiają twier­dzenie, że wojna miała odpowiedzieć na pytanie, jak ministrowie spełniają swe obowiązki. Książę Ponia­towski zniósł podział wojska na legiony, zaprowadzony na wyraźny rozkaz cesarza. Dzięki temu w chwili wy­buchu kampanii wojsko nie miało żadnej organizacji Był to osobisty porachunek Zajączka, który ten zdołał przekazać Kołłątajowi. Z winy ministra wojny z po­czątkiem^ wojny niektóre pułki liczyły tylko po parę kompanii, w dodatku żołnierz był pozbawiony broni i amunicji, gdyż książę Józef wcale nie myślał o tym.”

DZIAŁALNOŚĆ DYREKTORIATU

Działalność tego dyrekto­riatu przejawiła się w manifestacjach, które towarzy­szyły opuszczeniu Warszawy przez księcia Jozefa, opuszczeniu, które okazało się najtrafniejszym krokiem strategicznym. Wówczas to musiał naczelny wódz prze­mykać się bocznymi ulicami ku Pradze, podburzony bowiem przez jakobinów tłum witał go w środku mia­sta rykiem o zdradzie i hańbie.Dalszym czynem dyrektoriatu była próba zamachu s a- nu i objęcia władzy w Tykocinie, dokąd wkrótce po tym schronił się i rząd Księstwa — tak zwana rada stanu. Zamach ten nie udał się. Gdy zaś poza jednym Horodyskim — który i później okaże się o wiele bar­dziej wartościowym od swych towarzyszy partyjnych żadnemu z jakobinów nie udało się odegrać w cza­sie kryzysu wojennego naprawdę wybitnej roli i gdy nie udała się próba zyskania sobie popularności przez hasło „wieszania Niemców”, byłych urzędników pru­skich, nie pozostało naszej lewicy nic innego, jak po­wrócić do metody piśmiennych donosów na księcia Jó­zefa i na rząd.

STOSUNEK DO CUDZOZIEMCÓW

Tą drogą wykryto stosunki kochanki ks. Józefa, pani Vauban, z otocze­niem Neipperga, co o mało nie spowodowało dymisii pozmejszego bohatera narodowego. Ostatecznie nie mo­gę twierdzić, że prawicowcy nigdy nie zajmowali się szkodzeniem polskiej lewicy wobec cudzoziemców. Tak na przykład Władysław Zamoyski starał się zdyskre­dytować legion Siodełkiewicza w 1849 roku przed wł dzami sardyńskimi. Ale sprawiedliwość nakazuje pod­kreślić, że inna była sytuacja Zamoyskiego wobec władz sardyńskich, a inna Zajączka wobec francuskich. Ki innym był też Siodełkiewicz, a kim innym Poniatowską Jakobini z epoki Księstwa Warszawskiego byli to ludzie niewątpliwych talentów. Miernota.członkow rzą­du irytowała ich mocno i tu można doszukiwać się usprawiedliwienia dla ich frenetycznego dążenia do władzy. Ale trzeba też przyznać, że niekiedy wyrżnie przekraczali dozwolone granice.